User Rating: 0 / 5

Star InactiveStar InactiveStar InactiveStar InactiveStar Inactive
 
'PoEzja Londyn prezentuje Living Legends'
zdj.Mikolaj-Myczkowski-(3) Gitarzysta, kompozytor. Wieloletni członek zespołu Orkiestra na Zdrowie, z kultowym Jackiem Kleyffem. Londyn to spotkanie innych wzorców i cywilizacji, to rozwój własnego stylu, to wypełnianie przestrzeni muzyką źródeł. Niebawem usłyszymy rytm polskiej gitary w otoczeniu instrumentów innych kultur. 
-Dlaczego Londyn?
-Jest jedną ze światowych stolic muzyki i sztuki. Tu właśnie grywali Led Zeppelin i Jimi Hendrix. Wiele opowiedzianych historii na temat wspaniałych osobowości prowadzi do Londynu i to przyciąga innych.
-Jaką widzisz perspektywę rozwoju artystycznego na Wyspach? Jak rozwija się współpraca z miejscowymi muzykami? Z jakimi muzykami występowałeś w UK?
-Londyn to olbrzymie natężenie w wielu sferach życia mogące wręcz prowadzić do przesytu i rodzi konkurencję. Dlatego trzeba dokonywać wyborów. Jednak znamienna wielokulturowość tego miasta daje szanse na poznanie i współpracę z muzykami z wielu krajów i czerpanie wprost z naturalnych źródeł. Mój rozwój artystyczny to sesje z muzykami z Iranu, Izraela, Indii, no i trwająca od wielu lat współpraca z muzykami z Nigerii grającymi niegdyś z Fela Kutim, czyli zespół the Socalites teraz Kalakuta, z którymi występuję w UK. Interesuję się muzyka świata, a tu jest ona podana "na talerzu". Dotarcie do oryginalnych wykonawców nie zawsze jest oczywiste. Pomimo ogólnej tolerancji istnieją grupy społeczne, które są mniej lub bardziej przenikalne. zdj.Mikolaj Myczkowski (4)
-W jaki sposób to miasto wpływa na twoją muzykę? To miasto ma swój rytm?
-Ten rytm to dubstep, to całodobowość, o którą w Polsce rzadko. Londyn - dla mnie i mojej muzyki, to centrum łączące Polskę, Afrykę, Azję... Tu spotykają się wszystkie kontynenty, by w pewien sposób się połączyć. Przy okazji tworzą bardzo ciekawe analogie muzyczne. Np. okazuje się że instrument pochodzący z Iranu był używany w Polsce (podobnie jak podejrzewam gitara ma swe korzenie w Indiach) lub to, że afrykańskie melodie niewiele się różnią - delikatnie rytmicznie - od polskich ludowych. Stąd powodzenie takich grup jak VooVoo, czy nasza.
-Jesteś tu już od dość dawna. Czy planujesz tu pozostać?
-Mam pewna wizję dalszej przyszłości. Nie jest jeszcze umiejscowiona na mapie.
-Jak rodzi się muzyka?
-Muzyka po prostu jest. Tu polecam film "August Rush". Przychodzi do mnie w różny sposób. Czasem przez sen. Niekiedy pozornie przypadkowy dźwięk, który rodzi całą koncepcję. Zgrzyt. Świst... Muzyka to również praktyka. Ona wychodzi z matematyki prowadząc do metafizyki: jest przestrzenią pomiędzy. To emocje i uczucia, dotyka tego co boskie i tego co diabelskie.
-Czy ciągnie cię do kariery solowej?
-Gdy nagrywam muzykę samemu, głównie klimatyczną, obrazową, filmową, wynika to z potrzeby duszy, a nie z odgórnych założeń. Jest to inna jakość, poniekąd intymna.
 
 
-Czy masz marzenie, by nagrać tzw. evergreen i żyć z niego dostatnio?
-Tutaj podobnie, jeśli to co robię podoba się ludziom, jeśli kupują płyty i przychodzą na koncerty, a niektóre utwory podobają im się szczególnie - strasznie się cieszę. Jest to olbrzymi ładunek i motywacja do dalszego działania. Takim np. szczególnym wydarzeniem jest Woodstock Jerzego Owsiaka, gdzie kilkaset tysięcy ludzi tańczy i się radośnie bawi. To potrafi trzymać do kilku miesięcy. Natomiast nie byłbym w stanie zaplanować utworu pod kątem "publiki", to byłoby nieautentyczne.
-Kiedyś mieliśmy do czynienia z zespołami, które grały latami w danym składzie; teraz istnieją tak zwane projekty, które ciągle kreują nowe połączenia osobowe, muzyczne. Jak to oceniasz?
-Technologia się zmieniła, możliwość nagrywania i kreacji "weszła" do domów. Przepływ informacji także i możliwość kontaktów, a co za tym idzie spotkań. Tu mam jedna zasadę: nie ważne jak, ważne co się robi, i czemu ma to służyć.
-Czy klimat muzyki tworzonej razem z Jackiem Kleyffem jest rozumiany dzisiaj przez publiczność?
-Tak, właśnie, na szczęście tak. Trwa to od kilku pokoleń. Teksty się przecież zmieniają, muzyka się zmienia, a ludzi wciąż to urzeka, młodych także. Stąd też gramy w bardzo różnorodnych miejscach: od Pałacu Prezydenckiego do festiwalu typu Woodstock.
-Jakie jest twoje credo muzyczne?
-Chciałbym wnieść poprzez muzykę coś pozytywnego, coś co słuchacza zastanowi, skłoni do myślenia. Zaskoczy, ale na samym końcu ukoi.
-Jak często koncertujesz? Jakie masz najbliższe plany? Gdzie cię będzie można zobaczyć, posłuchać?
-Koncertuję teraz średnio raz, dwa razy w miesiącu. Także z muzykami z UK. Najbliższy koncert 11 listopada od godz.20 w Charlton House. Występ z zespołem Kalakuta Original, a 20 Listopada w Majestic Restaurant na Brixton od 21.00.
zdj.Mikolaj Myczkowski (2)
Autor Adam Siemieńczyk
PoEzja Londyn
Jacek Osior, zdjęcia wywiad.
Wywiad opublikowany w The Polish Observer oraz we współpracy z tymże partnerem.
-Ten rytm to dubstep, to całodobowość, o którą w Polsce rzadko. Londyn - dla mnie i mojej muzyki, to centrum łączące Polskę, Afrykę, Azję... Tu spotykają się wszystkie kontynenty, by w pewien sposób się połączyć. Przy okazji tworzą bardzo ciekawe analogie muzyczne. Np. okazuje się że instrument pochodzący z Iranu był używany w Polsce (podobnie jak podejrzewam gitara ma swe korzenie w Indiach) lub to, że afrykańskie melodie niewiele się różnią - delikatnie rytmicznie - od polskich ludowych. Stąd powodzenie takich grup jak VooVoo, czy nasza.