User Rating: 5 / 5

Star ActiveStar ActiveStar ActiveStar ActiveStar Active
 
kryzys

Recesja gospodarcza z lat 2008 - 2009 dotknęła niemalże wszystkie kraje na całym świecie. Nie inaczej zadziało się w Wielkiej Brytanii. Wszelkie dane jasno wskazują na to, że brytyjska gospodarka znacznie ucierpiała.


O kryzysie mówi rząd, mówią także obywatele. Czy jednak rzeczywiście mamy do czynienia z tak wielkim załamaniem, skoro tysiące Polaków mieszkających na wyspach nie zamierzało i nie zamierza wracać do Ojczyzny, która podobno owemu kryzysowi się oparła?! Specjaliści są zgodni, co prawda Wielka Brytania kryzysowi oprzeć się nie zdołała, ale nasi rodacy potrafili się znakomicie w tej nowej, trudniejszej rzeczywistości odnaleźć. Zgodnie z wieloma niezależnymi opiniami fachowców Polacy w obecnej sytuacji radzą sobie lepiej niż Brytyjczycy.
Bez dwóch zdań kryzys gospodarczy z lat 2008 - 2009 nie ominął Wielkiej Brytanii. Gospodarka tego kraju ucierpiała w znacznym stopniu. Bankructwa firm, masowe zwolnienia, wzrost bezrobocia. Wystarczy wspomnieć, że według danych Office of National Statistics oficjalnie bez pracy, w 2010 roku, pozostawało prawie 2,5 miliona mieszkańców wysp, a miliony pracowały jedynie na pół etatu, nie mogąc znaleźć zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin. W ciągu ostatnich dwunastu lat wskaźnik ten nigdy jeszcze nie był tak wysoki. Jednocześnie zadłużenie Wielkiej Brytanii przekroczyło 1 bilion funtów, co zdarzyło się po raz pierwszy od 1993 roku.

 Załamaniu uległ system bankowy, co z kolei spowodowało, że kryzys przeniósł się na niefinansowe sektory gospodarki. Wystarczy wspomnieć, że z dziewięciu największych brytyjskich banków, aż cztery zostały sprywatyzowane lub zmuszone do przyjęcia państwowej pomocy. Ratowanie banków, które kosztowało budżet państwa więcej niż jakikolwiek inny projekt w powojennej historii Wielkiej Brytanii, doprowadziło do zwiększenia zadłużenia państwa. Wysokie ceny ropy oraz obawy związane z rozwojem sytuacji w sferze euro jedynie pogorszyły i tak trudną już sytuację. Krótko mówiąc brytyjski rynek pracy przeżył jedno z największych załamań od wielu lat.

BBC News podało, że kryzys gospodarczy, w połączeniu z rosnącymi cenami i stojącymi w miejscu płacami dał się ostro we znaki niemal każdej przeciętnej rodzinie mieszkającej w Wielkiej Brytanii. Co prawda dane pokazują, że spadek dochodów do największych nie należy, gdyż waha się w granicach 3%, to jednak wystarczy, by zaczęto mówić o zaciskaniu pasa.

Skoro wszyscy mówią o wielkim kryzysie, o zgliszczach brytyjskiej gospodarki dlaczego więc miliony Polaków mieszkających i pracujących na wyspach nie zdecydowało się na powrót w ojczyste strony?! Jak sytuacja wygląda naprawdę?! Co jest prawdą, a co mitem?!

Przeważająca większość Polaków wcale nie nosi się z zamiarem powrotu do kraju. Mało tego, wielu naszych rodaków uznaje, że informacje o kryzysie w Wielkiej Brytanii są w dużej mierze przesadzone. Skąd taka rozbieżność, skoro wszelkie dane oraz statystyki jasno wskazują na gospodarczy kryzys?! Eksperci nie mają większych problemów ze znalezieniem logiki w tej nielogicznej wydawałoby się sytuacji. Mimo recesji w Wielkiej Brytanii wciąż pracę znaleźć można, a dodatkowo wynagrodzenia są znacznie wyższe niż ma to miejsce w Polsce, w szczególności w przypadku zawodów nie wymagających bardzo wysokich kwalifikacji. W kraju nad Wisłą z kolei sytuacja wygląda nieco inaczej.

Nasi rodacy, którzy zdecydowali się na powrót do „domu” stykają się z dość ponurą rzeczywistością, która jest kompletnie odmienna od tej w Wielkiej Brytanii, gdzie nawet w dobie kryzysu Polacy żyją na odpowiednim poziomie mając zapewnione poczucie bezpieczeństwa w znacznie większym stopniu niż ma to miejsce w ich kraju ojczystym. Bez wątpienia olbrzymi wpływ na to, iż nasi rodacy nie chcą opuszczać Wielkiej Brytanii ma fakt, że przystosowali się oni do nowej sytuacji gospodarczej znacznie lepiej niż obywatele wysp. Polacy są bardziej elastyczni, są w stanie pójść na ustępstwa, pracować za mniejsze pieniądze, co niewątpliwie jest na rękę pracodawcom, którzy walczą o utrzymanie swoich firm „przy życiu.”

Polityka zaciskania pasa

Obecnie kryzys gospodarczy nieco zwolnił, ale brytyjska gospodarka wciąż uważana jest za niezwykle kruchą. Rząd mówi o polityce zaciskania pasa, od której nie ma odwrotu, co ma oznaczać, że najgorsze dopiero może nadejść. Priorytetem władz w chwili obecnej jest zmniejszenie deficytu oraz długu, co jak przekonują eksperci, będzie procesem niezwykle trudnym i długotrwałym. Okazuje się bowiem, że szkody wyrządzone przez kryzys są znacznie większe niż ktokolwiek przypuszczał, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić. Najważniejszym zadaniem, przed którym stoją premier i rząd, to uporządkowanie finansów publicznych, a następnie budowa nowej gospodarki na zgliszczach starej.

Brytyjski rząd jest na etapie wprowadzania największych cięć budżetowych od 1945 roku, a wszystko przy bezrobociu wynoszącym 8,2%. Kilkanaście lat temu wyspiarze podjęli walkę, która miała na celu zlikwidowanie poziomu ubóstwa. Elementem tej walki było wprowadzenie rozbudowanego systemu zasiłków. Na spodziewane efekty długo czekać nie trzeba było. Dzięki rozbudowanemu systemowi pomocy społecznej i benefitów w dość szybkim tempie spadł poziom ubóstwa. Pieniądze pochodziły oczywiście z budżetu państwa. Obecnie, gdy trwa wielkie oszczędzanie i jednocześnie cięcie wydatków budżetowych benefity uległy znacznemu ograniczeniu. Eksperci twierdzą, że tak źle w Wielkiej Brytanii ostatni raz było w latach 80-tych, dodając, że powoli następuje powrót do stawek z tamtego okresu. Fachowcy przewidują, że niskie świadczenia socjalne spowodują, że wielu Brytyjczyków ponownie żyć będzie na granicy biedy.

 MONIKA BROKKING