User Rating: 0 / 5

Star InactiveStar InactiveStar InactiveStar InactiveStar Inactive
 
EDK-, czyli Ekstremalna Droga Krzyżowa powoli staje się już tradycją, i to nie tylko w Polsce, ale i w Wielkiej Brytanii. 1-go kwietnia 2017 roku, uczestnicy nocnej wędrówki z krzyżem, połączonej z kontemplacją i czytaniem rozważań, wyruszyli już po raz szósty. Tym razem trasa, już drugi raz, wiodła z Blackburn do Manchester. W sumie dystans do pokonania to przejście marszowym krokiem 41 km.
Plan jest zawsze taki sam: wspólna msza, posiłek przed drogą i całonocny marsz w milczeniu, przerywany na wspólne czytanie rozważań i modlitwę. Do tego dochodzą małe przerwy na odpoczynek i gorące napoje. Ktoś może zapytać i po co to?
...i dobrze!, bo pytać należy!
W tym roku na książeczce z rozważaniami pojawił się podtytuł „DROGA PRZEŁOMU”.W tym miejscu, jako pewnego rodzaju odpowiedź i wytłumaczenie przytoczę słowa napisane przez duszpasterza akademickiego ks. Jacka Wiosna Stryczek, który jest głównym pomysłodawcą EDK. Oto wybrane fragmenty tekstu napisanego przez ks. Jacka, które zaczerpnęłam z książeczki do rozważań:
„Coraz więcej osób dzieli się swoim doświadczeniem fundamentalnej zmiany życiowej, która wyrosła w czasie nocnej wędrówki. Nie dziwię się temu. Z założenia EDK ma boleć. Nie należy się znieczulać, ani tym bardziej szukać namiastek komfortu. Pikniki, pogaduszki w drodze, dogadzanie sobie sprawiają, że cały trud idzie na nic. Skupienie, determinacja, przełamywanie barier- to prowadzi do istotnego momentu...”. „Gdy przekraczamy siebie, możemy rozpocząć prawdziwą rozmowę z Bogiem. Nie koncentrujemy się już na sobie, ale na spotkaniu z Bogiem.

W tej rozmowie Bóg mówi: wiesz kim jesteś, ale nie wiesz kim możesz się stać.

Otwórz się na nowe życie. Zostaw to, co było. Sprawdź jak może być”. „Nie chodzi o to, aby się przejść, coś sobie udowodnić. Chodzi o to, aby się zmienić. Pisze o tym Rafał w stacji XI: nawrócenie działa wtedy, gdy ty się otwierasz i Jezus może zacząć działać. To nie dzieje się samo. Przełom wymaga pełnego zaangażowania: Twojego i Boga”. „ I jeszcze o samych rozważaniach. To nie są cytaty z mądrych książek. To świadectwa osób, które abstrakcyjne prawdy zamieniły na własne doświadczenia duchowe”.Na razie tyle cytatów z ks. Jacka, bo najuczciwiej i najlepiej będzie jak opiszę swoje doświadczenie z EDK.
Jako osoba, która dopiero drugi raz wzięła udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej mogę powiedzieć, że drugi nocny marsz połączony z rozważaniami był zupełnie inny niż pierwszy. Czy lepszy?, nie!-po prostu inny!, może tylko jakby głębszy w sensie rozumienia istoty tej wyprawy. W tym roku byłam zupełnie nieprzygotowana i bez kondycji. Sześć miesięcy wcześniej doznałam poważnej kontuzji, po której mam problemy z kolanem. Mimo że zapisałam się na listę uczestników, wszyscy odradzali mi tegoroczną EDK i straszyli pogorszeniem stanu kolana. Ja jednak bardzo chciałam iść. Po pierwsze miałam ważną intencje, a poza tym pamiętałam jak rok temu, po przejściu całego dystansu i potwornym zmęczeniu, przez kolejne dni rosły mi skrzydła i przenikała radość, oraz twórcza moc. W tym roku 1-go kwietnia czyli w dniu wymarszu obudziłam się chora. Czułam jakby wróciło ostatnie przeziębienie i do tego bolało mnie kolano, czułam ból nawet jak chodziłam po domu. W ostatniej chwili postanowiłam jednak mimo wszystko wziąć udział w EDK, tyle że jako osoba pomagająca organizatorom, a więc jeżdżąca samochodem. Uprosiłam Zbyszka Mogielnickiego/główny organizator z Blackburn/żeby znalazł dla mnie jakieś miejsce w samochodzie. Zbyszek nie był chętny z uwagi na ograniczoną ilość miejsc w pojazdach przeznaczonych jako pomoc dla przemęczonych i niedomagających. Ostatecznie dał się przekonać, i zostałam poproszona o ewentualne zrobienie zdjęć.
Trochę mnie to przeraziło, bo to wbrew pozorom poważne zadanie wymagające siły i kondycji, ale co tam !,-bez namysłu wzięłam ciężką torbę z aparatem i pojechałam do Blackburn. Na miejscu było tak jak w zeszłym roku. Msza, wspólne jedzenie, oczywiście imponująco perfekcyjna organizacja i wreszcie wymarsz małymi grupami. Nie wiem dlaczego, ale w ostatniej chwili zdecydowałam, że jednak spróbuję trochę przejść pieszo, mimo mojego problemu z kolanem. Założyłam kupiony mi przez męża elastyczny ochraniacz na staw kolanowy i ruszyłam w drogę. Już od samego początku nie było łatwo. Ciężko sapałam przy pierwszym wejściu pod górę. Kondycja równa zero, ochraniacz na kolanie i ciężka torba z aparatem. Po paru kilometrach zdecydowałam się zrobić z torby coś w rodzaju plecaka. Z obciążonymi plecami zamiast „urywającej się”ręki mogłam trochę łatwiej iść. Było naprawdę ciężko, ale szłam, i szłam, i szłam. Po drodze rozważania i modlitwa, piękna gwieździsta noc, wspaniałe widoki oraz rodzinna atmosfera między uczestnikami. I o dziwo noga jakoś nie bolała. Około północy mój telefon wydał sygnał. Informacja na wyświetlaczu upewniła mnie, że dzieją się cuda. Nie wiem jak to się stało, ale w sumie przeszłam 22km., a stan mojego kolana zamiast się pogorszyć, to się poprawił. Po połowie drogi poczułam, że moje ciało i staw kolanowy mają dość i zadzwoniłam po męża, żeby zawiózł mnie do domu. Mimo że nie przeszłam całej trasy, a tylko połowę i tak poczułam wielką radość, moc i satysfakcję. Najdziwniejsze, a może stosowniej powiedzieć niesamowite jest to, że moja noga/nieszczęsne kolano/ po tej wyprawie zaczęła jakby powracać do formy, co zresztą było jedną z moich kilku intencji. Nie zrobiłam zdjęć, ale przeszłam połowę długiego dystansu, mimo że jeszcze rano byłam chora i z obolałą nogą. Mam ogromną satysfakcję i co najważniejsze uwierzyłam, że wszystko jest możliwe, i że cuda dzieją się tak po prostu, i nie potrzebują spektakularnych okoliczności. Na dzisiaj mogę powiedzieć, że dokąd będę miała możliwość chodzenia będę starała się co roku iść w EDK. Jeśli zawiodą kończyny, jestem pewna, że dzięki „Górze” coś wymyślę i ostatecznie też wezmę udział. Na koniec warto wiedzieć, że wpłacane przez uczestników symboliczne wpisowe, dzięki pracy ks. Jacka i wielu wolontariuszy służy potrzebującym wsparcia rodzinom. Krótko mówiąc korzyści z wzięcia udziału w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej mają wielowymiarowy charakter, i co bardzo ważne służą nie tylko samym uczestnikom marszu, ale jeszcze długo pomnażają się niosąc materialną pomoc potrzebującym.
W tym miejscu składam wielkie podziękowania ks. Jackowi Wiosna Stryczek/za idee/, księdzu Robertowi Pytlowi z Blackburn /za otwartość i podjęcie inicjatywy EDK/, Zbyszkowi Mogielnickiemu /główny organizator z Blackburn/i Dawidowi Różczka , oraz Zbyszkowi Kazimierczakowi /za wzorowe dowodzenie i organizację/, oraz wszystkim wolontariuszom/zwłaszcza z Blackburn/za fantastyczną pracę, gościnę oraz cudowną atmosferę w tym oraz w poprzednim roku.

Joanna Dudzic