-WOŚP – co dla ciebie znaczy idea tego przedsięwzięcia?
-Dla mnie to już jest tradycja i coś, co zawsze wspieram całym sercem. W około-świątecznej atmosferze jednoczymy się, żeby pomóc. Począwszy od wolontariuszy z puszkami, poprzez artystów, organizatorów, aż do wszystkich ludzi którzy chcą wziąć udział. WOŚP jest świetną inicjatywą, bo po przykuwa uwagę również tych, którzy na co dzień nie myślą o potrzebujących.
-Emigracja, co to znaczy?
-Nigdy nie czułam się emigrantką. Londyn zawsze był jak drugi dom. Już kiedy byłam małą dziewczynką i przyjechałam tu z mamą na pól roku, moja rodzina przewidziała, że tu wrócę. Granice są dla mnie liniami na mapie. Może Polacy mają inna mentalność niż Anglicy, ale jakoś boleśnie nie odczulam przeprowadzki, bo czuję się przede wszystkim człowiekiem, a nie Polką czy Angielką.
-Londyn, dlaczego jesteś właśnie tu? Co daje ci to miasto? Czy zamierzasz tu pozostać?
-Jestem tu już 10 lat, tu mój syn chodzi do szkoły, tu są moi przyjaciele. Miasto daje mi mnóstwo możliwości, ogromną dawkę kultury i możliwość obcowania z historią. Do Polski wracam często. Teraz w czasach tanich linii lotniczych kiedy w ciągu 5 godzin możesz być w rodzinnym polskim domu, to tak jak podróż z Warszawy do Katowic w dawnych czasach. Kocham Londyn, mieszkanie w miejscu, którego się nie kocha najbardziej na świecie to strata czasu.
-Twoje credo artystyczne?
-Spokój i jeszcze raz spokój. Na siłę i na życzenie można pisać wiersze do przedszkola i rzeczy wtórne, które po prostu powtarza wyuczony umysł. Jak ma spłynąć na człowieka wielka idea to najczęściej kiedy się kompletnie zrelaksuje.
-Jak nie zwariować?
-Znaleźć parę momentów dziennie dla siebie. Żeby się zatrzymać. Spojrzeć na księżyc od czasu do czasu i głęboko odetchnąć. Posłuchać jak śpiewają ptaki, poobserwować bawiące się dzieci czy też pająka na ścianie produkującego pajęczynę. Żadne z nich nie goni za pieniędzmi, za lepszym samochodem, ale są i robią swoje – trzeba umieć pacyfikować swoje ego i czasem po prostu poczuć, że się naprawdę żyje.
-Muzyka jest tym czym żyjesz, czy tym z czego żyjesz?
-Moje życie jest jak film a moja muzyka to jak ścieżka filmowa, to co gra mi w duszy. Nie tylko zajmuję się muzyką, ale także właśnie założyłam z dwiema przyjaciółkami organizację K-9 Angels, która zajmuje się adopcjami psów z krajów gdzie są najgorzej traktowane i w największym niebezpieczeństwie, przede wszystkim z Rumunii. Muzyka jest odzwierciedleniem moich przeżyć i przemyśleń. W moim życiu dzieje się teraz coś bardzo ważnego, więc z pewnością niedługo będę o tym pisać.
-Co jest dla ciebie ważne: przekazanie pewnej estetyki muzycznej, bycie liderem, bycie na scenie, uczestnictwo w „dzianiu się”, kreacja nazwiska, rozwijanie różnych stylów?
-Dla mnie niezmiennie ważne jest to żeby pozostać sobą, być w zgodzie ze sobą i z ludźmi, zachować spokój, nie dać się sprowokować i podążać swoją drogą. Mój styl muzyczny, to jaka jestem na scenie, to po prostu skutek uboczny tego, co jest dla mnie naprawdę ważne, patrz powyżej.
-Gdzie i kiedy rodzi się muzyka? Co jest inspiracją?
-Nie jestem naukowcem, więc nie jestem w stanie szczegółowo opisać skąd się bierze natchnienie. Mnie inspirują ludzie których kocham, cisza, pojedyncze zdania które ktoś gdzieś rzuci w biegu i obija mi się o uszy oraz prawdziwe historie.
-Co jest ważne podczas występu przed publicznością?
-Wrzucenie na luz, danie z siebie wszystkiego i przekazanie fajnej energii.
-Jak środowisko wpływa na twoje funkcjonowanie?
-Jest takie powiedzenie „Z kim przestajesz takim się stajesz”. Staram się o tym pamiętać. Lubię ludzi, którzy lubią ludzi i mają pozytywne nastawienie do świata. Ludzie, którzy sporo mówią o życiu i swoich bliźnich w negatywny sposób to takie energetyczne wampiry, którym życzę jak najlepiej, ale staram się trzymać na dystans. Cenię ludzi spokojnych. Dla mnie wymiernikiem świadomości i poziomu danej osoby jest to jak traktują słabszych i zwierzęta.

-Twoje artystyczne marzenie?
-Zaśpiewać ze Stingiem !
-Na ile bycie muzykiem jest powołaniem, a na ile rzemiosłem?
-Dla każdego w innych proporcjach. Nad talentem trzeba pracować, śmiem nawet twierdzić, że jak się chce to z maleńkiego talentu można wypracować całkiem niezły głos. Mój przyjaciel śpiewał tak jakby mu słoń na ucho nadepnął ale ćwiczył codziennie głos, nie poddawał się i teraz śpiewa w przedstawieniach teatralnych w Nowym Jorku. Jak nie ma powołania i się nie chce, to można i największy talent zaprzepaścić.
-Jakie masz plany na najbliższy rok, gdzie w najbliższym czasie można zobaczyć?
-Zapraszam na Londyński finał WOŚP 8 kwietnia! W styczniu być może będziemy z rodziną kolędować po Polsce, w lutym kolejny londyński koncert, w marcu śpiewam w Szanghaju, a w kwietniu już mam nadzieję pierwszy koncert w Warszawie.
Pola Pospieszalska przepytana przez Adama Siemieńczyka
