Jakiś czas temu zapowiadałem na naszych łamach koncert krośnieńskiej kapeli Decapitated, który miał się odbyć w Manchesterze 27 lutego bieżącego roku.
Na występ się wybrałem, wszystkie kapele ‘zniszczyły’ dokumentnie, szczególnie świetnie wypadli nasi rodacy, którzy byli gwiazdą wieczoru. Jednak jeden znaczący szczegół przykuł moją uwagę – publika, a właściwie jej skład narodowościowy. Na ok. 110 osób uczestniczących w koncercie, Polaków (nie licząc obsługi technicznej zespołu) włącznie ze mną naliczyłem… siedmioro.
Tak, nie mylicie się. Ponad setka Brytyjczyków szalała na występie chłopaków z naszego kraju. Zdziwieni? Ja ani trochę.
Dla tych, którzy „siedzą” w ciężkich brzmieniach nie jest to zaskoczeniem, gdyż Decapitated to jedna z najbardziej znanych polskich kapel death metalowych za granicą. Ale nie tylko – to jedni z najpopularniejszych polskich wykonawców poza granicami Polski w ogóle.
Posłużę się tu przykładami, które w tej chwili przychodzą mi do głowy: przyjeżdza na trasę zespół Bajm – ogromne gwiazdy w Polsce – ilu Brytyjczyków widzieliście na tych koncertach? Odwiedzają nas polscy hip-hopowcy – poza kilkoma ciekawskimi, ilu uświadczyliście lokalnych słuchaczy? I o tym właśnie chciałem napisać, o prawdziwym sukcesie polskiej muzyki za granicą.
Wiadomym jest, że w naszym kraju wszelkie wydarzenia kulturalne są wciąż dla wielu nieosiągalne, czy to ze względu na niski poziom dochodów czy, nie bójmy się tego napisać, obycia z kulturą. Wielu Polaków, zwłaszcza z mniejszych miejscowości, uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych, gdy na dożynki czy festyn przyjeżdza Ewa Farna, Doda czy Feel, których poziom artystyczny pozostawia wiele do życzenia. Ale grają oni muzykę łatwą, czytelną i przyjemną, nie obrażają Pana Boga ;), ładnie wyglądają co dla ciężko pracujących Polaków jest absolutnie wystarczające. Jednak te wielkie polskie gwiazdy byłyby zwyczajnie za granicą wyśmiane. Dlaczego? Kwestię tę świetnie obrazuje popularne powiedzenie – nie wywozi się drewna do lasu. Bo i po co Brytyjczykom marne imitacje ich własnych wykonawców, których tu na miejscu są tysiące?
Sytuacja zmienia się, kiedy mamy do czynienia z przedstawicielami polskiej sceny metalowej, jazzowej czy współczesnymi kompozytorami muzyki klasycznej. Muzycy ci są wyjątkowo doceniani za granicą – wystarczy wspomnieć takich wykonawców jak Vader, Behemoth, Michał Urbaniak, Henryk Mikołaj Górecki, czy Krzysztof Penderecki. Każdemu z nas obiły się o uszy te nazwy i nazwiska – ale w jakim stopniu się o tych wykonawcach mówi w naszym kraju? Praktycznie wcale, a to bardzo niedobrze, gdyż właśnie oni są ambasadorami polskiej kultury za granicą, nie Maryla Rodowicz (choć pamiętajmy, że w dawnym ZSRR była sporą gwiazdą ;)) czy Seweryn Krajewski.
Interesujące, że właśnie metalu, jazzu czy muzyki klasycznej w odmianie współczesnej słucha się w Polsce najmniej, a to właśnie muzycy reprezentujący te nurty sławią imię Polski najszerzej.
Konkludując: dla mnie wielkim sukcesem jest fakt, że słuchać naszych rodaków chcą tubylcy. I większe wrażenie zrobi na mnie Decapitated, na koncercie których w małym klubie pojawi się ponad 90% lokalnych słuchaczy, niż Bajm, który zapełni salę koncertową Apollo samymi Polakami. I właśnie to nazywam prawdziwym zwycięstwem polskiej muzyki za granicą.
Źródło: własne, dreamstime.com
