Być Europejczykiem oznacza mieć szacunek dla historii, kultury i przeszłości swojej nacji.
Bliższe spotkania ze starsza generacją, tzw. emigracją niepodległościową
98-letni Pan Józef, skromny bohater z Manchesteru
Czy 98-letni dżentelmen, może być inspiracją dla kilku następnych pokoleń?
Okazuje się, że może!, i to nie tylko inspiracją, ale wręcz siłą napędową do życia i działania! Siłą napędzającą życie i działanie nie tylko poszczególnych osób, ale i orgaznizacji społecznej, skupiającej różne wiekim i doświadczeniem pokolenia.
Otóż pan Józef Królczyk, o którym tu mowa, swoją postawą , zaangażowaniem, ogromną wewnętrzną siłą i konsekwencją działania, stał się ikoną starszego, tamtego(tak ciężko doświadczonego), pokolenia polskich emigrantów.
Chocaż nie chcę w tym tekście pisać o historii, tylko zdecydowanie o człowieku, nie sposób nie zahaczyć o nią, ponieważ to własnie przeszłość warunkuje teraźniejszość.
Pan Józef, człowiek który budował polską społeczność i ośrodek w Manchesterze, urodził się w Tylmanowej (woj.krakowskie), gdzie spędził pierwsze lata życia.
W 1920 roku wraz z rodzicami i rodzeństewem wyjechał w okolice Tarnopola.
Lata 1935-1937 spędził w czynnej służbie wojskowej, a nastepnie podjął pracę zawodową we Lwowie. Gdy wybuchła wojna został powołany do obrony miasta.
W 1940 roku jak tysiące Polaków pan Józef wraz z całą rodziną został wywieziony na Syberię, gdzie spędził bardzo trudny, trwajacy 24 miesiące okres zycia.
Dwa lata i dwie syberyjskie zimy pracował przy wyrębie lasu.
Przeszedł w tym czasie ciężkie zapalenie płuc, i kilkakrotnie wymknął się śmierci.
Poczuł na sobie jej oddech, ale równocześnie poczuł także opiekę opatrzności, i jakimś cudem udało mu sie przeżyć.
Gdy wybuchła wojna pomiędzy Rosją a Niemcami, i kiedy ogłoszono wsród polskich zesłańców amnestię, razem z innymi rodakami wstąpił do tworzonej przez gen.Wł. Andersaj na terenie Rosji polskiej armii.
W jej szeregach przewędrował szlakiem bojowym Iran, Irak, Egipt, Syrię i Palestynę.
W Iranie, z powodu epidemii i wycieńczenia organizmu poczuł na sobie bliski koniec życia, tym razem była to szalejąca wśród wojaków czerwonka.
Kolejny raz opatrzność nie zawiodła, chociaż medycyna okazała sie bezsilna.
Jakimś cudem wyzdrowiał, i mógł ponownie ruszyć w dalszą wędrówkę z wojskiem wytyczonym szlakiem bojowym.
W 1943 wylądował we Włoszech, gdzie brał udział m.in.w kampanii włoskiej oraz w bitwie pod Monte Casino.
Ostatecznie jego wojenna wędrówka zakończyła się w 1946 roku w Anglii.
W 1951 państwo Królczykowie ostatecznie osiedlili się na stałe w Manchesterze.
Jak wyglądał pierwszy okres na emigracji wiedzą tylko Ci, którzy tu byli.
Pierwsze lata żołnierze gen.Andersa przemieszkali w obozach, w barakach i wielkich wojskowych namiotach.
Tu spotkały się, połączyły, a następnie powiększyły rodziny, tu urodziły obie córki pana Józefa.
Opowiadając to pan mój bohater uśmiecha się i wspomina trudne czasy, i warunki, i jak padał deszcz to, że woda stała powyżej kostek.
Po obozie zamieszkiwał kolejne domy, przez całe lata z dodatkowymi lokatorami, bo inaczej ciężko było zapłacić wszystkie rachunki.
W pracy też nie było łatwo, zwłaszcza, że nie łatwo było wogóle ją znaleźć .
Na ulicznych murach często widywał wrogie napisy „Polacy wracajcie wojna się skończyła”. Pan Józef jako żołnierz Andersa nie miał po co i do czego wracać.
Pobyt na Syberii stał w dziwnej sprzeczności z wiarą w nowego sojusznika wyzwolonej Polski. Ponadto słyszał o wielu towarzyszach walki, co po powrocie do kraju dziwnie zaginęli.
To co pozwoliłam sobie napisać to tylko szkic, telegraficzny skrót długiego ludzkiego życia, które godnie trwa w działaniu i inspiruje innych, także moją- autorki skromną osobę. Inspiruje nie tylko z powodu zawiłości losu, ale ze względu na osobę i postawę pana Józefa tu i teraz, a jednak w kontekście tych trudnych przeżyć.
Pan Józef Królczyk jest wielkim społecznikiem, honorowym prezesem Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, a przede wszystkim niezwykłym człowiekiem, który poprzez swoją postawę i wytrwałość zbudował i wzmocnił ducha.
Pomimo swojego wieku codziennie odwiedza chorych i potrzebujących, i pracuje społecznie przy organizowaniu imprez, z których dochód przeznaczany jest na polską szkołę i pomoc najuboższym, także tym którzy zostali w Rosji.
Dzięki jego osobie w pracę społeczną zaangażowali się nowi emigranci, młodzi ludzie, których zaraził swoja postawą i urokiem osobistym.
Młodzi ludzie odwiedzają jego dom, bo w jego wnętrzu panuje życie, dzieje się żywa historia i mieszka On jej realny uczestnik.
Kiedy w niedzielę po mszy pan Józef wejdzie do sali parafialnej na kawę, zawsze ktoś do niego podchodzi, ktoś chce powitać, zamienić słowo, uścisnąć.
Z jego twarzy, sylwetki i postawy bije godność i świadomość bycia Polakiem, która połączona jest ze świadomością tożsamości, której nam nowoprzybyłym, którzy nazywają się Europejczykami tak często bardzo brakuje.
A przecież być Europejczykiem, nie znaczy przestać być Polakiem!
Joanna Dudzic
