Długi, których nie musimy spłacać?!

Czy ktokolwiek z nas zastanawiał się kiedyś jakby to było, gdyby pewnego dnia przyszła do nas „dobra wróżka” i nagle oznajmiła, że nie musimy spłacać zaciągniętych w bankach kredytów?! Piękne marzenie, które wydaje się niemożliwe do spełnienia?! Czy jednak aby na pewno...Niemalże każdy z nas żyje na kredyt. Zaciągamy coraz to nowe zobowiązania finansowe, które często przekraczają nasze możliwości finansowe. Jakże często nasze długi zaczynają przerastać zarobki. Popadamy w zamknięty krąg. Pożyczamy nowe pieniądze, by spłacić poprzednie zadłużenia. Karty kredytowe, kredyty hipoteczne…
Długi zaczynają spędzać nam sen z powiek. Jakże wolni i szczęśliwi poczulibyśmy się, gdyby nagle okazało się, że nie musimy już spłacać zaciągniętych pożyczek, że umowy kredytowe zawarte z bankami są kompletnie bezwartościowe, nie mają żadnej mocy prawnej. Są zwyczajnym, nic nie wartym świstkiem papieru, który można podrzeć kiedy tylko ma się na to ochotę i od tak, po prostu wyrzucić do kosza na śmieci. Jakże pięknie jest pomarzyć, nieprawdaż?! Tyle, że może to wcale nie jest jedynie marzenie, a rzeczywistość do tej pory tuszowana przez wszelkiego rodzaju instytucje finansowe, organy rządowe, prawne i bankowe?!
Ciekawa historia wydarzyła się kilkanaście lat temu w USA. Dokładnie w roku 1969 do sądu w Minnesocie wpłynął wniosek dotyczący eksmisji i przejęcia mienia. Powodem w tej sprawie był bank, a pozwanym jeden z klientów. Niejaki Jerome Daly kilka lat wcześniej zaciągnął w owym banku kredyt hipoteczny. Z uwagi, że pożyczkobiorca nie wywiązywał się należycie z zawartej umowy, bank postanowił przejąć jego dom. Daly próbował udowodnić, że umowa, którą zawarł z bankiem nie ma żadnej mocy prawnej. Powoływał się na prawniczy termin zwany konsygnacją. Zgodnie z definicją konsygnacja to: „umowa określająca zasady przejęcia do sprzedaży towarów pozostających własnością dostawcy.” Mówiąc bardziej przystępnym językiem konsygnacja stanowi bazę kontraktową, a fundamentem kontraktu jest wymiana jednej formy konsygnacji na inną.
Jerome Daly twierdził, powołując się właśnie na ten termin, że pieniądze, które dostał od banku do banku nigdy nie należały, a więc wcale nie musi ich oddawać. Udowadniał on, że pieniądze zostały stworzone z niczego w momencie podpisywania umowy kredytowej. W rezultacie rezerwy bankowe, pomimo udzielenia pożyczki, pozostały bez zmian. W tym momencie warto zacytować co na temat kredytu napisało Modern Money Mechanics (Nowoczesne Mechanizmy Finansowe): „To co robią przyznając pożyczki polega na akceptowaniu weksli w zamian za kredyty. Rezerwy bankowe pozostają niezmienne pomimo transakcji. Jednakże zdeponowane kredyty powodują przyrost aktywów do sumy depozytów systemu bankowego.”
Szef banku o nazwisku Morgan stwierdził, że bank tworzył pieniądze i kredyty przy pomocy wpisów księgowych, w połączeniu z Federalną Rezerwą. Ponadto wyznał on, że w USA nie istnieje prawo, które pozwalałoby mu postępować właśnie w ten sposób.
Dochodzimy do setna sprawy, czyli do samego werdyktu sądu, który stanowi prawdziwy precedens, tym samym otwierając furtki innym osobom, znajdującym się w podobnej, jak Jerome Daly, sytuacji. Otóż ława przysięgłych uznała racje pozwanego, ogłaszając, że nie doszło do legalnej konsygnacji. Tym samym sąd odrzucił pozew banku twierdząc, że pożyczone pieniądze nigdy nie były własnością banku.
W tym momencie pojawia się kilka zasadniczych pytań. Zastanawiający jest fakt, że owa sprawa i ów werdykt, stanowiący prawdziwy precedens tak długo pozostawały „w ukryciu.” Sprawa została wyciszona, czy też nikt przez tyle lat się nią nie zainteresował?! Czy istnieje podobna luka także w prawie europejskim, w prawie polskim?! Co stałoby się z bankami, gdyby nagle okazało się, że pieniądze pożyczane klientom są zgodnie z prawem bez pokrycia, nie mają żadnego znaczenia, a więc krótko mówiąc są bezwartościowe?! Co stałoby się z bankami, gdyby inne sądy uznały, podobnie jak sąd w Minnesocie, że udzielane kredyty nie stanowią legalnej formy konsygnacji, co powodowałoby unieważnienie wszelkich umów kredytowych, a co za tym idzie pożyczkobiorcy nie mieliby obowiązku spłacania zaciągniętych zobowiązań finansowych?!
