Chłodnym okiem na polską reprezentację po Euro 2012

 dreamstimefree 117706Euro, Euro i… po Euro.

Zakończyły się właśnie mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Pierwsze, które Polska przeprowadziła jako gospodarz wraz z naszymi sąsiadami – Ukrainą.

Piłkarski szał ogarnął naszą Ojczyznę w skali niewidzianej od lat, w których polska piłka nożna prezentowała solidny poziom, a ludzie spotykali się masowo na stadionach oglądając mecze naszej rodzimej ligi.

Skoro naród wpadł w manię piłki nożnej, zagraniczni komentatorzy są zachwyceni poziomem sportowym, organizacją turnieju i pięknem naszej Ojczyzny, czy rzeczywiście wszystko poszło po naszej myśli?

W moim osobistym odczuciu, największy zawód, choć jeden z niewielu, sprawiła reprezentacja Polski, która stanęła przed historyczną szansą, aby awansować do ćwierćfinału mistrzostw Europy, co nie udało się nam jeszcze nigdy. Szansą, która została w moim odczuciu, fatalnie zmarnowana. Ale od początku.

Kiedy w grudniu 2011 roku odbyło się w Kijowie losowanie grup mistrzostw Europy, świat piłkarski oniemiał. Jako współgospodarze, nasza reprezentacja otrzymała wyjątkowo miejsce w pierwszym koszyku, tradycyjnie przeznaczonym dla najsilniejszych drużyn. I stał się cud – w grupie A znaleźli się poza nami Rosjanie, Czesi i Grecy. Już wtedy wszyscy zaczęli spekulować, z kim polska kadra zagra w ćwierćfinałach. Rzeczą niemożliwą dla kibiców było to, aby z tak zwanej ‘grupy śmiechu’ nie wyjść. A jednak to się właśnie tym piłkarzom udało! Nie tylko nie awansowali do ćwierćfinałów, ale też zakończyli rozgrywki na ostatnim miejscu. Ostatnim miejscu w najłatwiejszej grupie!

Miliony ‘niedzielnych’ kibiców, przystrojonych w biało-czerwone barwy, z pomalowanymi wąsami i w śmiesznych czapeczkach krzyczało: „nic się nie stało, Polacy nic się nie stało”.

Nie zgadzam się z tym całkowicie – stało się i jest to niestety dowód na to, w jak koszmarnym stanie znajduje się polska piłka nożna, poczynając od mentalności, poprzez myśl szkoleniową, na samych zawodnikach kończąc.

Mecz z Grecją wzbudził we mnie nadzieję, zaczęliśmy przebojowo. Pierwsze 20 minut meczu, a ja przecierałem oczy ze zdumienia – to naprawdę nasi? Oni tak potrafią grać? Szybko, składnie, przebojowo i… goool! Robert Lewandowski, wszyscy szaleją! I… to by było na tyle. Nagle zespół stanął, coś się zacięło. A w drugiej połowie rozpoczęła się nasza grecka tragedia. O co chodzi? Jak to możliwe, żeby zespół który wgniatał Greków, otrzymał prezent w postaci czerwonej kartki dla piłkarza przeciwnika, tak szybko opadł z sił i ambicji? Skończyło się szczęśliwym remisem, po którym naród zaczął niemal płakać, natomiast ci, którzy piłką nożną się interesują zaczęli analizować – dlaczego trener Smuda nagle się przestraszył? Dlaczego ustawił zespół defensywnie w drugiej połowie? Jak to się stało, że piłkarze zaczęli opadać z sił? Kim w takim razie jest Barry Solan, człowiek od przygotowania fizycznego, który chwalił się tym, iż pracował z kadrą Turcji, a nie ma tego nawet w swoim CV i Turcy nigdy o tym człowieku nie słyszeli?

Odpowiedzią na wszystkie pytania miał być mecz z naszym wielkim rywalem – Rosją. Zakończył się on identycznym wynikiem jak ten z Grecją, ale… naród oszalał ze szczęścia. Kuba strzelił piękną bramkę, ale zwycięstwa nie było. Jednak wyniki w grupie ułożyły się dla nas szczęśliwie na tyle, że do ostatniego meczu z Czechami mieliśmy szanse na awans. Wystarczyło pokonać naszych południowych sąsiadów i mogliśmy sobie ostrzyć zęby na ćwierćfinał z Niemcami. Wynik? Porażka 1-0 i ostatnie miejsce w grupie.

Kiedy ogłoszono składy na finałowy mecz w grupie oniemiałem – trójka defensywnych pomocników na mecz, który musimy wygrać??? (przypomnijmy: Polanski, Murawski, Dudka). I jak się okazało, miałem słuszne przeczucie – zagraliśmy koszmarnie, taktyka zaprezentowana przez Smudę okazała się kompletną klapą, do tego fatalnie zaprezentował się na prawej stronie obrony Piszczek, który według dziennikarzy przymierzany jest do gry w Realu Madryt. Całkowicie zawiódł Rafał Murawski. Po takim meczu wszystko było jasne – nie zasłużyliśmy na awans. Kompromitację reprezentacji pogłębił jej kapitan, Kuba Błaszczykowski, który w pierwszych słowach komentarza, zamiast kajania się i przeprosin, zaatakował prezesa PZPN, Grzegorza Latę za… ograniczoną ilość biletów dla rodzin i bliskich piłkarzy oraz mniejsze niż ustalone stawki tak zwanego ‘startowego’ (pieniądze na pokrycie bieżących wydatków dla piłkarzy).

Jednakże rzeczą, która najbardziej mnie zdumiała jest reakcja narodu na tę ‘padlinę’, którą zaprezentowali nam nasi reprezentacji – oklaski, gratulacje, ‘nic się nie stało’… Właśnie dzięki tej reakcji wyłania się obraz w jak fatalnym stanie znajduje się nasza piłka nożna – wystarczy zdobycie nędznych 2 punktów, które nic nam nie dały, w najłatwiejszej grupie w historii mistrzostw, a i tak masa ludzi będzie wręcz zachwycona. Czy wyobrażacie sobie takie reakcje we Włoszech, Hiszpanii, Niemczech, czy Francji? Tam ludzie byliby wręcz zdruzgotani, domagali się zmian. A w Polsce? Wszyscy dziękują facetom, którzy nie wytrzymali trudów turnieniu i trenerowi, który okazał się być przestraszonym dyletantem.

Kolejną sprawą, którą uważam za wysoce demoralizującą są powołania dla obcokrajowców. Eugen Polanski nie zaprezentował się wprawdzie tragicznie, ale pragnę wszystkim przypomnieć, że jest to były kapitan reprezentacji Niemiec do lat 21, który zdając sobie sprawę, że nie ma czego w tamtejszej ‘dorosłej’ kadrze szukać, przypomniał sobie nagle, że urodził się w Polsce.

W tej samej młodzieżówce niemieckiej grał też inny reprezentant Polski na tegorocznych mistrzostwach Europy, Sebastian Boenisch – człowiek ściągnięty przez Smudę, piłkarz który miał robić różnicę na lewej stronie obrony. Dostaliśmy jednak gościa, który potykał się o własne nogi, co nie jest do końca jego winą, gdyż zmagał się przez bardzo długi czas z poważną kontuzją i w ostatnim sezonie zagrał 3 mecze… w rezerwach Werderu Brema! Kolejna dwójka to byli reprezentanci młodzieżówek francuskich – Ludovic Obraniak (zaprezentowany swego czasu przez jednego z prezenterów telewizyjnych jako ‘Polak z krwi i kości’, dobre sobie), którego z Polską łączy nazwisko, które ma po polskim dziadku oraz Damien Perquis, którego z kolei babcia pochodziła z centralnej Polski. Faktem jest, że obaj Francuzi nie potrafią porozumiewać się w naszym języku (choć o miejsce w reprezentacji starali się już od kilku lat), natomiast Polanski i były już selekcjoner Smuda swobodnie rozmawiają po niemiecku. Doszło do absurdalnej sytuacji, że w kadrze językiem obowiązującym stał się ten, którym my na co dzień się porozumiewamy w naszych miejscach pracy i życiu, czyli angielski. Perquis wprawdzie zaprezentował się w miarę nieźle, natomiast Obraniak okazał się najgorszym piłkarzem w kadrze. Mimo to wystąpił we wszystkich meczach w pierwszym składzie. A na ławce mieliśmy przecież dynamicznego Grosickiego, kreatywnego Mierzejewskiego czy młodego, piekielnie zdolnego Wolskiego, o którego dopytuje się już podobno Borussia Dortmund.

Ostatnią sprawą jest taktyka, a właściwie jej brak. Pierwszy mecz z Grecją, widać że nasi sobie nie radzą. Reakcja selekcjonera? Smuda przygotowuje do wejścia Grosickiego, który rozgrzewa się, rozgrzewa, a… sędzia kończy mecz. Mecz z Czechami, który musimy wygrać za wszelką cenę – Smuda ustawia zespół defensywnie licząc, że Lewandowski sam coś ustrzeli. Uważam, że te mistrzostwa obnażyły dyletanctwo Franciszka Smudy, który kompletnie nie nadaje się na pracę z kadrą narodową. Na pytanie dlaczego nie przeprowadził zmian w meczu z Grecją, odpowiadał, że bywa tak, że wprowadzenie rezerwowego może popsuć szyki i zespół traci gole. Więc może trzeba było w ogole nie zabierać ich ze sobą?

Tak jak dumny jestem z tego, jak się zaprezentowaliśmy organizacyjnie, jak zadufani w sobie Anglicy mogli zobaczyć, że nasza Ojczyzna to normalny (powiedzmy…), coraz bardziej nowoczesny europejski kraj, z życzliwymi dla zagranicznych gości mieszkańcami (kretyńskie incydenty z Rosjanami przemilczę), tak po tym co zobaczyłem na boiskach w wykonaniu naszej reprezentacji, jestem całkowicie zdegustowany i zasmucony. Potrzebne będą lata na odrodzenie się polskiej piłki. I nie jestem pewien, czy nastąpi to w najbliższym czasie, gdyż wybory prezesa PZPN, które odbędą się za 3 miesiące ujawniły do tej pory trzech kandydatów – skompromintowani Grzegorz Lato i Zdzisław Kręcina oraz… Ryszard Czarnecki (tak tak, to ten polityk, który zaliczył w swym życiu dziesiątki partii, w tym Samoobronę). Jak to napisał jeden z portali piłkarskich – do tego towarzystwa brakuje już tylko Stanisława Łyżwińskiego…

 

Źródło: własne, weszlo.com, dreamstime.com