Kończymy

Zatem dobiliśmy, Szanowni Państwo.
Kolejny rok naszej egzystencji w Wielkiej Brytanii dobiega końca. Kolejny rok wyborów, rozterek, ciężkiej pracy, nadziei… i przede wszystkim codziennego życia.
Każdy ma nadzieję, że nowy zestaw 365 dni do wykorzystania będzie lepszy od poprzedniego. Ilu z nas ma noworoczne postanowienia – przestanę palić, nie będę zdradzać żony, zatroszczę się mocniej o dzieci, ograniczę wydatki na przyjemności… lista się ciągnie i ciągnie, a ilu z nas potrafi tak naprawdę dotrzymać słowa i wziąć się za siebie? Prawie nikt, a prawda ta jest bolesna jak chwila, w której odkrywamy, że po raz kolejny nie jesteśmy w stanie wypełnić naszych przyrzeczeń i znów czekamy na ostatni dzień grudnia. Dzień w którym będziemy mogli poczuć się po raz kolejny jak przed wielką szansą.
Postawa taka nie ma prawa spowodować, że nasze starania na wewnętrzną poprawę przyniosą efekty – siła zmian płynie bowiem nie z czasu i okoliczności, ale z realnej potrzeby i wiary, których niestety „magiczna” zmiana daty nie wywoła.
Przełom lat jest jednak okazją do innego typu aktywności, tradycyjnie zwanych towarzyskimi. I tu od lat odbywa się dyskusja, której konkluzji nie nie możemy spodziewać się w najbliższym czasie – bawić się czy nie bawić?
Jedni uważają, że skoro jest okazja, to trzeba wyjść i radośnie powitać Nowy Rok ze znajomymi, przyjaciółmi, rodziną. Inni twierdzą, że nie jest to żadna wyjątkowa okazja, gdyż 1 stycznia to po prostu kolejny dzień w kalendarzu. A i nadmiar alkoholu, który występuje wśród sporej ilości uczestników zabaw sylwestrowych, huk petard od którego wpadają w panikę zwierzęta domowe, wypadki z użyciem fajerwerków i innych niebezpiecznych substancji mają stanowić argumenty przeciw noworocznym celebracjom.
Uważam jednak, że tak jak każdy ma swoje własne zdanie, to tym razem zdecydowana większość ludzi odczuwa wyjątkowość ostatniego dnia roku i bierze udział w zabawie – na mieście, u znajomych, w górach czy przed telewizorem. Chyba tylko największe smutasy nie są w stanie pozwolić sobie na symboliczną lampkę wina na powitanie Nowego Roku.
Złośliwi powiedzą: a z czego tu się cieszyć, panie? Kryzys w Europie, waśnie w ojczyźnie, bezkarność korporacji w Wielkiej Brytanii… no co tu, panie świętować?
Co świętować? To, żebyśmy w przyszłym roku mogli znów pod koniec grudnia narzekać i dywagować, czy zabawa sylwestrowa jest nam potrzebna czy może lepiej potraktować ten dzień jak każdy inny. Świętować to, że możemy wciąż życiem się cieszyć i starać się wycisnąć z niego ile się da bądź robić cokolwiek, co sprawia nam radość i przyjemność.
Toteż jeśli tego „sylwestra” spędzisz przed komputerem, książką czy z drinkiem w ręce wśród gorących kobiet – przywitaj rok 2012. Innego przed sobą, przez kolejne 12 miesięcy mieć nie będziesz.
Szczęśliwego Nowego Roku!

Źródło: własne, dreamstime.com