Marzena Rychlik: Aktorka, piosenkarka, była prezenterka Ex-Tube na Kanale Extreme Sports; 11.11.11 będzie występowała podczas festiwalu The One Day, który odbędzie się w Dollhouse w Londynie.
Marzena Rychlik -wole jednak nie wspominać swojego nazwiska,nie dlatego,ze mi się nie podoba,ale dlatego,ze dla przeciętnego Anglika lub osoby nie znającej naszego pięknego języka, jest to słowo nie do wymówienia, często kaleczone i oczywiście niemożliwe do zapamiętania, Marzena więc jestem.
Pochodzę z małej miejscowości pod Łodzią Lutomiersk, gdzie uczęszczałam do szkoły podstawowej. Maturę natomiast zdawałam w Lodzi. Początkowo przybyłam do Londynu z zamiarem szkolenia się w kierunku aktorskim i tak też się stało. Nie chciałam stać się zgorzkniałym krytykiem teatralnym po ukończeniu teatrologii na Uniwersytecie Łódzkim. Podjęłam więc studia aktorskie, albo jak to się tutaj mówi performing arts lub drama. Zaczęło się pięknie i o dziwo dostałam nawet gościnne role w popularnych serialach jak ‘The Bill’ czy „Urban legends”, a potem stałą pozycję prezenterki programu Ex-Tube na Kanale Extreme Sports, który emitowany był w UK, Polsce oraz Francji. Rodzina więc mogła mnie oglądać codziennie na śniadanie. Wszystko zaczęło się jednak zmieniać gdy moda na wychodnio-europejską falę imigrantów, którzy wkroczyli do UE się zakończyła i Wielka Brytania zaczęła pogrążać się w recesji…Przez jakiś czas nic się nie działo w świecie kina i telewizji. Trzeba było się więc obudzić i powrócić do szarej rzeczywistości. Tak właśnie zaczął się powrót do moich korzeni – muzyki. Śpiewanie bowiem było moją pasja od dziecka.
Jak się czujesz w Londynie? Czy już się tu odnalazłaś? Jakie najbliższe plany? Czy to jest twoje miejsce?
– W Londynie czuje się bardzo dobrze. Nie traktuję go po macoszemu, to jest mój dom. Spędziłam tu jedne z najważniejszych lat swojego życia. Tu podjęłam wiele niezwykle istotnych decyzji dotyczących mojej kariery, związku, rodziny. Byłam bardzo młoda gdy zawitałam u wrót tego pięknego miasta. Naiwna ale jednocześnie szalenie odważna. Nie było łatwo. Nigdy nie jest łatwo kiedy jest się samemu w wielkim mieście otoczonym obcym językiem. Myślę, że po 8 latach mogę powiedzieć, że czuję się tu komfortowo. Nie miałabym nic przeciwko wyjazdu do Polski na kilka miesięcy w celu promowania mojej muzyki.
Muzyczne inspiracje:
Piszę, staram się pisać albo współpracować z muzykami I tekściarzami. Pisanie nie przychodzi mi z łatwością. Oczywiście inspiracja lub jej brak bierze się z obserwacji ludzkich zachowań. Bierze się z doświadczeń. Staram się jednak pisać tak, żeby osoba o której pisze nie powiedziała, że jest adresatem piosenki 🙂
Artystyczne credo- Nigdy nie trać wiary w samego siebie, bo jeśli pragniesz czegoś z całego serca twoje pragnienie do ciebie przyjdzie!
Emigracja to rozszerzanie horyzontów! Poszukiwanie czegoś, czego być może nie potrafi odnaleźć się we własnym kraju.
Muzyczne marzenie-chciała bym dostać się pod skrzydła dużej firmy fonograficznej – zacząć współpracę ze wspaniałym producentem, nagrać cudowny album i zacząć jego promocję w Polsce oraz w Europie.
Obecnie występuję jako artystka solowa. Myślę, że nie ma to dużego znaczenia czy jest się solowym wokalistą czy w zespole. Jeśli chodzi o nagrywanie w studio, to zdecydowanie bycie solistką ułatwia wszystko i zajmuje o wiele mniej czasu.
Londyn jest miastem, w którym zawsze coś się dzieje! Każdego wieczoru można uczęszczać kilka imprez muzycznych, teatralnych, filmowych, tanecznych! Trudno jest się tutaj wybić, zaistnieć. Oczywiście staje się to jeszcze bardziej wyzywające jeśli nie jest się rodowitym Anglikiem, Szkotem lub Irlandczykiem. Bo tutaj słuchanie piosenek w obcych językach nie jest popularne. Dlatego też staram się trafić do różnej publiczności, znajdować fanów z całego świata!
-Gdzie cię można zobaczyć,usłyszeć w najbliższym czasie?
-W najbliższym czasie będę występować podczas festiwalu o nazwie The One Day który odbędzie się 11.11.11 w Dollhouse w Londynie zapraszam na stronę www.theoneday.co.uk Jest to połączenie wystawy obrazów z muzyką na żywo oraz DJ-mi.
-Jakieś zabawne – „londyńskie” sytuacje?
-Randka w ciemno. Kiedyś wybrałam się na jedną. Mój „randkowicz” niemal pobił się ze starszym panem, który był w towarzystwie żony. Następnie udając, że wychodzi na papierosa zwiał, a ja wylądowałam na kolacji z tą właśnie starszą parą, która okazała się miłośnikami Polaków.
