Przygody pacjentów w Manchester

 

 

                         Historia ta jest związana z angielska służbą zdrowia i dotyczy pewnejrodziny mieszkającej w Manchester.

Wydawałoby się, ze jesteśmy w bardziej nowoczesnym i lepszym pod każdym względem kraju. Ale czy naprawdę tak jest?

       Może i nowoczesny i lepszy ale czy pod każdym względem?

Iwona i Romek zarejestrowali się w ośrodku zdrowia blisko ówczesnego miejsca zamieszkania. Mieli fantastycznego lekarza pierwszego kontaktu. Iwona zaszła w ciążę, przydzielono jej położną, która zajmowała się nią przez cale 9 miesięcy. Położna udzielała dobrych wskazówek dotyczących zdrowia, jak również pomocy o jaka można się ubiegać, zasiłku macierzyńskiego itd. Również w szpitalu, w którym Iwona miała robione wszystkie badania i konsultacje z lekarzami, opieka była bardzo dobra.

Niestety sielanka szybko się skończyła. Zmiana miejsca zamieszkania, co z tym się wiąże również ośrodka zdrowia i lekarza. Przyszłość pokazała że opieka pozostawia tu wiele do życzenia.

       Przyszedł dzień porodu a z nim koniec dobrej opinii o służbie zdrowia w Anglii. Przyjechali do szpitala około godziny 8.00 rano. Po wstępnych badaniach okazało się, ze Iwona jest gotowa do porodu, szybko wózek i na sale porodową, ale niestety niespodzianka nie ma gotowej sali, jedyna wolna jest jeszcze nie posprzątana. Trzeba czekać. Skurcze były coraz silniejsze i już prawie nie ustawały. Gdy w końcu weszli na salę, ułożono Iwonę na łóżku, Romek miał podawać jej tlen, żeby uśmierzyć ból, podłączono aparaturę, która bada tętno dziecka. Okazało się, ze nie ma tętna. Rodzice przerażeni, położna wzywa pomoc. Pojawiło się paru lekarzy i inne położne, podejmują decyzje, ze trzeba wyssać dziecko, ponieważ zaklinowało się w kanale rodnym. Cały poród nie był zbyt miły, cały czas modlili się tylko, żeby ich córeczka urodziła się zdrowa. Cale szczęście tak się stało. Po dwóch godzinach odpoczynku po porodzie, przychodzi położna skontrolować sytuacje i oznajmia rodzinie, ze Iwona ma się teraz iść umyć z pomocą męża albo starszej córki i przesiąść się na krzesełko, gdyż one muszą posprzątać, a nie ma miejsca na oddziale poporodowym. Tak tez Iwona cala obolała czekała 4 godziny na krzesełku aż znajdzie się wolne łóżko dla niej.

       To nie koniec gehenny. Miesiąc później Iwona trafia na pogotowie tego samego szpitala z podejrzeniem wyrostka. Zostaje przyjęta na oddział około godziny 19. Niestety znowu nie ma dla niej łóżka. Łóżko dla niej znalazło się dopiero następnego dnia rano. Mile, prawda? Na obchodzie lekarz bada ponownie Iwonę i oznajmia jej, ze będzie miała zabieg. Na tym wszystko się kończy. Iwona czuje się coraz gorzej, tabletki przeciwbólowe nie pomagają, wieczorem przychodzi mąż z córkami , a jego żona dalej leży i czeka aż ktoś się nią zainteresuje. Dopiero po interwencji Romka zabierają Iwonę na sale operacyjna. No cóż tu więcej napisać, czas oczekiwania nieco wydłużony, raptem jakieś 24 godziny w bólach zanim Cie zoperują!

Chciałabym napisać, ze to już koniec ale jednak nie.

         Mija kolejny miesiąc Iwona trafia z maleńką Laura do szpitala. Malutka nieprzytomna, z wysoka temperatura, nie je, nie pije, w strasznych bólach oddaje stolec z krwią. Od dłuższego czasu rodzice chodzili z nią do lekarza, ponieważ uważali, ze mała ma skazę białkową. W każdym razie wszystkie objawy na to wskazywały ale za każdym razem odsyłano ich twierdząc, ze to normalne. Najwidoczniej nie było normalne, skoro znaleźli się z trzymiesięczną, nieprzytomna Laura na pogotowiu. Iwonę zatrzymali z Laura w szpitalu ale niestety znowu nie znalazło się dla nich łóżko na oddziale i co najdziwniejsze to łóżko nie znalazło się przez cale 4 dni. Przez te wszystkie dni były cały czas na sali pogotowia, gdzie inne dzieci codziennie przychodziły i odchodziły. Jedyne dobre w tej historii to to, ze zrobili Laurze badania, które potwierdziły przypuszczenia rodziców. Czy trzeba było tyle cierpienia tego maleństwa? Czy trzeba było doprowadzić dziecko do takiego stanu, żeby zrobić mu badania?

        Do dnia dzisiejszego Laura jest na diecie i pod stałą opieka lekarza pediatry i dietetyka.

To nie jest koniec historii tej rodziny ale resztę może opisze w innym artykule.

Ta historia rodzi wiele pytań. Czy tak traktowani są Polacy czy wszyscy? Dlaczego tak się dzieje? Przecież żyjemy w cywilizowanym świecie. Czy jesteśmy w stanie odpowiedzieć na te pytania?

Jeżeli macie coś do powiedzenia na ten temat, a może przeżyliście coś podobnego, a może macie pozytywne doświadczenia z angielska służbą zdrowia?

Proszę piszcie. Jestem ciekawa Waszych opinii i przeżyć.

                                                                                               Michalina P.