Jak byłam mała to bałam się czerwonego światełka kontrolnego przy telefonie stacjonarnym. Wiem, żałosne. Miałam może pieć lat, a bałam się tak bardzo, ze nie mogłam zasnąć. Często mówi się, że boimy się tego czego nie znamy, boimy się wysokości czy prędkości,a na ludzi skaczących na bungee lub ścigających się w wyścigach patrzymy z lękiem.
Lęk rodzi się w naszej świadomości, kiedy znajdujemy się w sytuacji, której wcześniej nie doświadczyliśmy. Osoba wychowywana w domu, w którym była przemoc, która dorastała w atmosferze wrogości, będzie odczuwać lęk, gdy ktoś okaże jej serce. Nasz organizm wytwarza mechanizmy obronne, stałe schematy i algorytmy działania w danych sytuacjach. Ja sama wychowałam się w domu pełnym miłości. Moja rodzina wspierała się nawzajem, dlatego na świat patrzę przez pryzmat dobra i zawsze widzę dobro w ludziach. Kiedy znalazłam się w sytuacji zagrożenia, spowodowało to stres, ale nie załamało mnie. Potrafiłam znaleźć w sobie siłę, by stawić czoła negatywnym emocjom, choć nie przychodzi to lekko. Myślę, ze dobro i takie zaufanie do siebie i do Boga, pomagają przezwcieżać lęki. Dają poczucie bezpieczeństwa. Czasem nie możemy pomoc, ale możemy stanąć z boku, by ktoś, kto jest w potrzebie widział, ze nie jest sam. Nie zapomnę słów pewnej osoby, którą miałam okazje spotkać w ubiegłym roku. Powiedziała ona ważne dla mnie słowa wyrażając nadzieję, ze spotka w życiu więcej ludzi patrzących sercem. Pomyśl chwile, jakim ty jesteś człowiekiem, czy umiesz patrzeć z dobrocią na świat? Czy potrafisz bez lęku patrzeć w przyszłość?
/Nicola Burrow/
