Śmiesznie się czasem układa w życiu, można by się zastanowić czasem, ze życie jest jak rytm serca
– ciągle wzloty i upadki, a prosta linia jest niczym śmierć.
Siedzie przed komputerem i palce same stukają po klawiaturze, zastanawiam się nad trzema rzeczami, jakie mi się przydarzyły w ubiegłym roku. Byl to rok pełen zmian dla mnie,
zakończyłam pewien etap swojego życia, wiele się nauczyłam, wiele zmieniłam. Wróciłam do UK po miesięcznej podroży po Europie, podczas której próbowałam znaleźć balans, bez pieniędzy i perspektywy pracy. To był skok na głęboka wodę – wiele osób przewidywało, ze utonę i ślad po mnie zniknie. Nic bardziej mylnego. W ubiegłym roku myślałam, ze byłam słaba. Popełniałam proste błędy i na nowo uczyłam się siebie. Znalazłam podstawowa prace, by mieć na czynsz, by moc przetrwać jakiś czas, ale moje ambicje sięgały dalej. Chciałam się rozwijać i zdobywać szczyty. Nie było moja ambicja przenosić góry, lecz je zdobywać, piąć się powoli i systematycznie. Aplikowałam na rożne pozycje – dostałam prace, która otwiera mi drzwi do dalszego rozwoju – teraz ode mnie zależy czy zrobię krok na przód. Podjęłam wyzwanie i zaczęłam żyć na nowo. W starym miejscu, gdzie obcy ludzie znali moja przeszłość. Część starych znajomych odsunęło się, nie byli w stanie kontynuować znajomości, cześć przyjaźni się umocniła. Poznałam wiele ludzi, którzy wpływali na moje życie. Poznałam ludzi i ich historie, wiele z nich mnie zainspirowało i dodało siły. Poznałam samotna matkę, porzucona po latach przez partnera. Poznałam młoda i przebojowa dziewczynę, która walczyła za wszelka cenę o uwagę. Poznałam ludzi nie rozumianych przez społeczeństwo – homoseksualistów i tranwestytow, ich cierpki, choć z zewnątrz kolorowy świat. Wiele się nauczyłam od nich wszystkich, wiele z tych osób, choć już nie ma ich w moim życiu z rożnych względów, pozostało umocnionych wiara, ze wszystko można zacząć od nowa, oni byli moja inspiracja, a ja ich.

