Studenci to jednak ciężki orzech do zgryzienia dla aktualnie rządzących w Wielkiej Brytanii.
Głębokim echem odbiły się zeszłoroczne manifestacje w Londynie przeciwko drastycznym podwyżkom czesnego od 2012 roku, zakończone zamieszkami i zasądzonymi karami więzienia dla kilku najbardziej agresywnych prowodyrów (między innymi dla Charliego, adoptowanego syna znanego gitarzysty grupy Pink Floyd – Davida Gilmoura).
Jeżeli jednak rząd Davida Camerona myślał, że studenci pogodzą się ze zwiększeniem opłat za studia (nawet do 9 tysięcy funtów rocznie), to grubo się pomylił.
Już w środę, 16 października na Malet Street w Londynie odbędą się kolejne protesty brytyjskich żaków.
W przemarszu organizowanym przez grupę ‘National campaign against fees and cuts’ może ponownie wziąć udział kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
Tym razem siły policyjne będą lepiej przygotowane na ewentualne rozruchy, albowiem do ‘obsługi’ marszu protestacyjnego oddelegowanych ma zostać około 4 tysięcy policjantów uzbrojonych w pałki. Nie podoba się to organizatorom, którzy uważają, że autoryzacja użycia tego rodzaju środków przymusu bezpośredniego jest zwyczajną prowokacją do zamieszek i próbą odciągnięcia ludzi od przyjścia w środę na manifestację, zwłaszcza że policja sama przyznaje, że zdecydowana większość protestujących jest nastawiona pokojowo.
Oceny będą jak zwykle rozbieżne, gdyż ścierają się tu dwie kwestie – prawo do protestów i porządek publiczny. A jeśli w demonstracjach biorą udział głównie młodzi ludzie, o problemy i chętnych na rozróby nie będzie raczej trudno. Nie chcę oczywiście tutaj oskarżać żaków o prowokacje, ale w takich sytuacjach zawsze znajdą się ludzie – niekoniecznie studenci – którzy będą chcieli wykorzystać sytuacje i wszczynać awantury ze stróżami prawa.
Nie wiem osobiście na ile zdadzą się te protesty młodych ludzi, ale jest to na pewno konkretne przesłanie dla Davida Camerona i Nicka Clegga (vice-premiera i szefa Liberałów, który złamał daną studentom obietnicę nie podwyższania opłat za naukę pobieraną w uczelniach publicznych) – studenci nie godzą się na obecną sytuację i będą walczyć z nowym systemem opłat.
Czy przyniesie to jakiekolwiek efekty i wpłynie na władzę? Czas pokaże, choć wiele bym się jednak nie spodziewał. Ostatecznie dla pana premiera 9 tysięcy funtów nie było nigdy, nawet za czasów studenckich, wielkim problemem – sam pochodzi z zamożnej rodziny. Pomimo dostępnych pożyczek studenckich z dość atrakcyjnymi warunkami spłaty, nie każdy chce się jednak zdecydować na bagaż długu w okolicach 30 tysięcy funtów zaraz po ukończeniu wyższej uczelni. I właśnie to żacy będą chcieli zakomunikować w środę w Londynie.
Każdy może mieć swoją opinię na ten temat, jednak trzymajmy wszyscy kciuki za to, aby pokojowy protest nie przeobraził się w zamieszki, które dzadzą powód władzy do ignorowania jakichkolwiek postulatów młodych ludzi.
Źródło: yahoo.co.uk, własne
