Z głębokim poczuciem zażenowania i frustracji oglądałem wczorajsze relacje z obchodów Święta Niepodległości w Warszawie. Dzień, który powinien być celebrowany wspólnie przez wszystkich Polaków, po raz kolejny pokazał jak wielki jest rozłam w narodzie.
Na manifestacjach zorganizowanych w Stolicy z jednej strony stanęły grupy katolickie i narodowe, z drugiej, tak zwani ‘tolerancyjni’. Tylko dzięki szybkiej reakcji służb policyjnych, nie doszło ogólnego do mordobicia, choć jak wszyscy widzieliśmy, bitwy ze stróżami prawa toczyły się aż do końca obchodów.
Jedno zdanie nasuwa mi się do głowy: ręce opadają. I nie będe wskazywał żadnej ze stron jako tej, która całkowicie winna jest zaistniałej sytuacji, dlatego że obie strony spowodowały że cały świat patrzy na nas ze zdumieniem i niezrozumieniem. I nie ma się czemu dziwić – po raz kolejny obchody najważniejszego święta państwowego były tylko pretekstem do walk skrajnych katolików i narodowców z anarchistami, którzy dla wzmocnienia efektu ‘importowali’ kolegów, między innymi z Niemiec, co z pewnością miało służyć wyłącznie prowokacji. Bandy skinów, faszyzujących wyznawców kleru i kiboli, wycierający sobie mordy hasłami patriotycznymi tylko czekały na okazję, żeby doszło do rozruchów z ulubionymi przeciwnikami: anarchistami i policją.
Interesujące, że obie grupy są nie tylko radykalne w poglądach, ale też w mechaniczny sposób budują swoją przynależność i nastawienie do innych: nie jesteś z nami? Więc jesteś przeciwko nam. Dla typowego skrajnego przedstawiciela prawicy, każdy kto nie zgadza się z jego poglądami jest lewakiem, komuchem, narkomanem i lesbijką (tak jakby to ostatnie było jakąś obelgą). Dla przeciętnego anarchisty, niemal każdy kto powiewa flagą biało-czerwoną to faszysta, rasista, a nawet, coż za zaskoczenie, nazista.
Jedno jest pewne – obie frakcje wczorajszymi wydarzeniami na Placu Konstytucji w Warszawie skompromitowały się w oczach Polaków umiarkowanych, których jak wszyscy wiemy jest najwięcej.
Jednak jak uczy nas znane powiedzenie – dzwon jest głośny bo wewnatrz jest pusty. Sprawdza się to po raz kolejny, gdy przychodzi do dyskusji na temat przyszłości naszego narodu i państwa – chciałyby o tym decydować frakcje, które potrafią rzucać hasłami, a tak naprawdę dążą wyłącznie do promowania się i bezwzględnego narzucania własnej woli innym, zapominając, że każdy może być patriotą na swój sposób. Ba, można w ogóle się nie utożsamiać z krajem, w którym się przyszło na świat i wychowało. Nie popieram tej drugiej opcji, ale każdy ma prawo do własnego wyboru, o ile szanuje wybór innego człowieka.
Niestety, jak pokazał wczorajszy dzień, skrajni w swych poglądach ludzie nie potrafią tego zaakceptować. Jasne, że nie każdy był narodowcem i kibolem na pochodzie „Marszu Niepodległości” organizowanym przez szeroko rozumianą prawicę, tak jak w kontr-manifestacja „Kolorowa Niepodległa” nie skupiała wyłącznie homoseksualistów i komunistów. Ale obie grupy wyraźnie próbowały zawłaszczyć sobie pojęcie polskości. A na to zgody nie ma, bo każdy z nas ma prawo tę polskość odczuwać i wyrażać indywidualnie – czy to aktywnym zaangażowaniem w promowanie języka polskiego i polskiej kultury, oglądaniem co tydzień „Ogniem i mieczem” czy też przegryzaniem podwawelskiej w przerwie śniadaniowej i słuchaniem „Behemotha” w drodze do pracy.
Gorzki jest obraz współczesnej Polski, niestety to również jest powodem, że część z nas, „emigrantów” jest w tym, a nie innym miejscu – gdziekolwiek, byle dalej od ojczyzny. A przecież to polskość i ojczyzna jest tym, co nas łączy na obcej ziemi, gdziekolwiek się znajdujemy. Szkoda, że są ludzie, którzy nasz kraj traktują jak starą szmatę, którą każdy by chciał przeciągnąc do siebie. A jak to stare szmaty mają w zwyczaju, takie działania powodują, że się one prują i rozpadają. Przykre, że ci ludzie tego nie widzą i nie widać też na horyzoncie nadziei że w najbliższym czasie to dostrzegą.
Źródło: własne
Z głębokim poczuciem zażenowania i frustracji oglądałem wczorajsze relacje z obchodów Święta Niepodległości w Warszawie. Dzień, który powinien być celebrowany wspólnie przez wszystkich Polaków, po raz kolejny pokazał jak wielki jest rozłam w narodzie.
